Jeśli podobał Wam się Bar McCarthy'ego, to spodoba Wam się też "Irlandia Jones poszukiwany - wynurzenia ciała z bagien" Tomasza Borkowskiego, wydana przez Gajt. Autorem jest archeolog, dodatkowo z poczuciem humoru, zresztą zacytuję Wam początek, po którym już nie oderwiecie się od książki: "Wziąłem się w Irlandii z ogłoszenia. Potrzeba nas było wielu, żeby szybko zrobić wykopaliska na terenach, gdzie wkrótce miała ruszyć budowa autostrad. Irlandzkich archeologów było za mało. Było to drugie ogłoszenie z ofertą pracy dla archeologów, jakie widziałem w życiu. Pierwsze brzmiało >>Platformy wiertnicze na Morzu Północnym. Wszystkie zawody<<".
W środku zatem znajdziecie mnóstwo humoru. W dużej mierze abstrakcyjnego. Prawdę powiedziawszy, kiedy dostaliśmy tę książkę, próbowałam ją najpierw czytać sama. Nie dało się. Głośny śmiech dochodzący z drugiego pokoju uniemożliwiał Danielowi spokojną pracę w tym samym czasie. W efekcie czytałam mu na głos fragmenty, a jak poszłam sobie zrobić herbatę, to Daniel przejął dziełko i czytał mi kolejne kawałki. Bądźmy szczerzy - tak się nie reaguje na nudne pozycje wydawnicze.
Wynurzenia to także opis perypetii Polaka, który trafił do Irlandii, gdzie mówią nie do końca znanym nam angielskim. Niektóre przykłady warto poznać, żeby nie paść ofiarą tych samych problemów. Polaka próbującego sobie czasem desperacko poradzić w różnych zabawnych sytuacjach.
|
 Ponieważ wielu miłośników Irlandii to jednocześnie miłośnicy poezji Ernesta Brylla, zatem z czystym sumieniem, na święta, polecam Wam tomik wierszy " W ciepłym wnętrzu kolędy". Jak niektórzy wiedzą, Ernest Bryll od lat pasjonuje się również tematyką związaną z Bożym Narodzeniem. Wiersze są po prostu nadzwyczajne - mądre, ciepłe, pełne blasku i świątecznej atmosfery. Dodatkowo zostały przepięknie wydane.
|
 Na Fleadh w Tullamore prawie trzytysięczny tłum grał muzykę irlandzką, śpiewał i tańczył (do wyboru) przez 56 minut, ustanawiając w ten sposób nowy rekord Guinnessa. Co roku w sierpniu na zielonej wyspie odbywa się słynny Fleadh, czyli najważniejszy muzyczny festiwal w kraju.
|
Klify Moheru Najbardziej znane klify Irlandii. Stanowią żelazny punkt programu większości wycieczek po zielonej wyspie. Ciągną się przez 8 kilometrów, a w najwyższym punkcie mają 214 metrów. Nie są wcale najwyższymi klifami Irlandii (choć wiele osób jest o tym przekonanych), ale to bez wątpienia monumentalne i wyjątkowej urody miejsce.
|
 Na zachodzie Irlandii, w obszarze gaeltachtu, czyli części kraju, gdzie nadal żywy jest język irlandzki znajdują się 3 wyspy, które warto odwiedzić dla historii, kultury i krajobrazów. Arany to zielone poletka poprzecinane labiryntem murków, piękne klify, kamienne forty, niektóre okrągłe, a niektóre zakończone przepaścią, stare chatki kryte strzechą, stare kościoły i zachowana gdzieś z boku część magii Irlandii.
A co konkretnie zobaczymy na poszczególnych wyspach?
|
 Stanowią typowy element irlandzkiego krajobrazu. Wieża doskonała powinna być idealnie okrągła, zwężająca się ku górze, bardzo wysoka i zwieńczona dachem w kształcie stożka. Wejścia znajdują się na wysokości kilku metrów, okienka są maleńkie. Te niezwykłe kamienne budowle są nie tylko piękne, ale i tajemnicze. Stawiano je na terenie opactw, ale tak naprawdę do końca nie wiadomo, w jakim celu powstawały.
|
Zapraszamy do zapoznania się z nową odsłoną Subiektywnych Przewodników. Nowa szata graficzna, świeże artykuły, nowe funkcjonalności. To tylko niektóre zmiany jakie proponujemy. W niedługim czasie uruchomimy możliwość rejestracji na portalu, zapisu do newslettera oraz dyskusji na forum. A to wszystko przed naszą kolejną, czwartą już wyprawą turystyczną do Irlandii. Tym razem będziemy uczestniczyć, a więc i pisać o festiwalach - Fleadh Cheoil na hÉireann, Rose of Tralee. Będziemy też szukać rożnych znanych i mniej znanych i ukrytych Sheela na Gigs. Zapraszamy! :) |
Najbardziej niebezpiecznym dniem w roku jest w Irlandii Północnej 12 lipca. Wtedy zazwyczaj dochodzi do zamieszek między probrytyjskimi protestantami, a proirlandzkimi katolikami.
Tego dnia odbywają się w Ulsterze coroczne marsze oranżystów, upamiętniające zwycięstwo protestanckiego króla Wilhelma III Orańskiego nad katolickim królem Jakubem II Stuartem w słynnej bitwie nad rzeką Boyne. Bitwie, która na kilka stuleci pogrzebała nadzieje na niepodległość zielonej wyspy.
Z irlandzkiego punktu widzenia bitwa miała przede wszystkim charakter narodowy, była walką o niepodległość kraju, choć także o religijną tolerancję dla wyznawanego przez Irlandczyków katolicyzmu. Zwolennicy Wilhelma Orańskiego w Irlandii walczyli natomiast o utrzymanie protestantyzmu i brytyjskiego panowania na wyspie. W ogromnej części byli oni bowiem protestanckimi osadnikami pochodzącymi z Anglii i Szkocji.
|
|
Irlandia wyspa zielona.
Mówią, że kto zobaczy Irlandię, ten pozna 40 odcieni zieleni. Mówią, że nigdzie trawa nie jest aż tak soczyście zielona. Szmaragdowa wyspa zachęca krajobrazami, które koją oczy, ale nawet się nie obejrzymy, kiedy w sercu zagości nostalgia i będziemy chcieli tam wracać.
Najbardziej znany irlandzki krajobraz, to klasyczny Irish patchwork, czyli mozaika poletek w najróżniejszych odcieniach zieleni. Nazwę zawdzięcza oczywiście słynnym kołdrom szytym z materiałowych skrawków. Kolor poletek wynika wprost z ich przeznaczenia - to, na świeżej soczystej trawie albo koniczynie pasą się owce. Jak nietrudno się domyślić, kraj jest raczej pagórkowaty. Sporo tam wzgórz i dolin, aczkolwiek czasem zdarzają się i góry. Najbardziej oryginalny w kształcie jest Ben Bulben, ulubiona góra W.B. Yeatsa.
|
Kiedy pojechaliśmy na kolejną wyprawę rowerową - tym razem do Irlandii, szybko okazało się, że odmienny niż w Skandynawii klimat i inne zasady obowiązujące rowerzystów bardzo wiele zmieniają. Dlatego oddajemy w Wasze ręce Irlandzki suplement. Tekst stanowi dodatek do Co warto zabrać, napisanego na bazie doświadczeń norweskich.
|

Każdego roku 17 marca Irlandczycy świętują. Ulice wypełniają się rozbawionym tłumem ludzi ubranych w irlandzkie barwy narodowe, z przewagą zieleni.
Królują kapelu sze leprechaunów z doczepioną, obowiązkowo rudą brodą, meloniki z napisem „Kiss me I'm Irish”, irlandzkie flagi w dowolnych rozmiarach, trzylistne koniczynki w diademach, na kapeluszach, na koszulkach, a w wersji ugrzecznionej w klapach stonowanych garniturów, zielone peruki, zielone korale oraz oczywiście wszelkie inne możliwe zielone akcenty.
Jak się okazuje zabarwić na zielono można nawet... sporą rzekę. W 2005 roku świat obiegły zdjęcia przygotowanej na Patrykalia Chicago River.
Zieleń nie jest jednak jedyną atrakcją. Tego dnia przez miasta przechodzą słynne kolorowe parady. Potem wszyscy przenoszą się do pubów, gdzie przy dźwiękach skocznej irlandzkiej muzyki piwo leje się strumieniami.
|
|
Co sprawia, że architektura Norwegii wzbudza zachwyt i działa kojąco na duszę? Dbałość o jednolity wygląd? Przyjazna wersja prostoty? A może harmonia z naturą?
Przyjrzyjmy się temu fenomenowi z bliska, na przykładzie zachwycających czarem północy Lofotów.
Jakie charakterystyczne elementy architektoniczne znajdziemy na Lofotach?
1) Rorbuery, czyli domki wspierane na palach. Na Lofotach jest to rzecz całkiem praktyczna. W końcu jeśli tam prosto z morza wyrastają góry, to w domkach budowanych zgodnie z naturalnym pochyleniem terenu... kanapy, stoły itd. zjeżdżałyby zdecydowanie w jedną stronę ;) 2) Dachy, na których rośnie żywa trawa. Ta specjalność północnej Norwegii nieodmiennie wzbudza niedowierzanie – jak możliwe, że to nie przecieka? A nie przecieka :) Rzecz jasna teraz stosuje się nowoczesne technologie zabezpieczania, ale przed wiekami pewność, że nic nie będzie przeciekało dawała wyłącznie dobra technika układania takich żywych dachów. Swoją drogą taki trawiasty dach pozwala osiągnąć efekt idealnej symbiozy architektury z naturą.
|
 Krajobraz na Lofotach jest zachwycający i niesamowicie różnorodny. Te północne wyspy są jednym z najwspanialszych miejsc w Europie. A jadąc na Lofoty w lecie można dodatkowo cieszyć się nimi przez okrągłą dobę, w końcu latem za kołem polarnym słońce nie zachodzi.
Góry wyrastają wprost z morza na wiele różnych sposobów. Czasem okolica jest surowa, a góry majestatyczne. To znów góry pokrywa soczyście zielona trawa, a mgły miękko otulają szczyty. Lofoty obfitują też w urokliwe zakątki.
Morze czasem wygląda jak morze... czasem jak rzeka, albo nawet rwący strumień... a czasem jak jezioro. Kilka razy aż poszłam sprawdzić na smak, czy to np. „jezioro” na pewno nie jest morzem. Za każdym razem woda była słona.
|
 Lofoty, to nie tylko wspaniałe krajobrazy i białe noce. Istnieje tam także możliwość ograniczonego, ale zawsze jednak, zanurzenia kulturowego i historycznego. Są tam miejsca warte zobaczenia i takie, które nie wzbudziły naszego zachwytu. W tym krótkim subiektywnym przewodniku piszemy uczciwie, co o nich myślimy. Przewodnik obrazujemy zdjęciami, żebyście mogli wyrobić sobie własne zdanie :)
Nadal oczywiście uważamy, że Lofoty warto odwiedzić przede wszystkim dla krajobrazów, architektury i białych nocy.
|
|
Kraje północne, a do takich zdarzyło nam się jeździć, są dość drogie i bywają chłodne. Jednak jeśli się dobrze przygotujemy, to mamy szansę zbytnio tego nie odczuć. Dlatego warto zorientować się przed wyjazdem, co zabrać. Ten spis rzeczy, które opłaca się wziąć z Polski i zestaw przydatnych rad w jednym stworzyliśmy po wyprawie rowerowej Lofoty 2004. Dzielimy się tu naszym doświadczeniem – piszemy, co okazało się bardzo przydatne oraz jakich błędów lepiej nie popełniać ;)
Co na zmienną pogodę?
Jak się zapewne domyślacie, w północnej Norwegii bywa dość chłodno. Czasem też pada. Nie za często, ale podczas naszego pobytu przez kilka dni naprawdę mocno lało. Jednocześnie nie zawsze daje się tam znaleźć wynajmowalny dach nad głową - kempingi często mają zajęte wszystkie domki, albo dysponują już wyłącznie największymi, a co za tym idzie, najdroższymi, możliwościami. Pomijając już taki "szczegół", jak cena tych najtańszych ;)
|
|